sobota, 14 stycznia 2017

Chyba wracam do blogowania.

Jest tu jeszcze ktoś?


Żyję. Mam się dobrze! Dużo się w moim życiu zmieniło od czasu ostatniej notki i potrzebowałam sporo czasu, aby odzyskać zapał do pisania. Dobra, dalej go nie odzyskałam, ale zatęskniłam za blogowaniem. Nie chcę porzucać bloga, więc myślę, że od czasu do czasu będzie się tu coś pojawiać. Ale może trochę opowiem Wam co u mnie...

Obroniłam pracę magisterską na piątkę i mogę dumnie nazywać się magistrem psychologii. Udało mi się znaleźć pracę, jako psycholog szkolny w szkole specjalnej. Wszystko jest idealnie, tak jak sobie wymarzyłam. Do pracy muszę długo dojeżdżać, ale sprawia mi niesamowicie dużo satysfakcji i radości. To jest też jedna z przyczyn mojego blogowego milczenia. Wstaję o 4 i jak wracam do domu to jedyne o czym myślę to łóżko, a tu jeszcze trzeba inne obowiązki ogarnąć. Zaczęłam też studia podyplomowe, które zabierają mi trochę weekendów.

Jakie obowiązki? Przeprowadziłam się do Wrocławia i mieszkam razem z narzeczonym, kotem i psem. Rodzinna sielanka, domowe obiadki i porządki. Żartuję... jestem leniwą bułą.

Po za tym zaczęłam bardziej angażować się w lolicią społeczność w Polsce. Staram się jeździć na meety i rozruszać wrocławską społeczność. Jakoś idzie, ale nie zawsze mam czas.

Poważniej zajęłam się też cosplayem. Na swoim koncie mam już Pinkiepie (do poprawki :<), Arielkę w dwóch wersjach, Sailor Mars i Królewnę Śnieżkę. Kolejne stroje w drodze!

Nie wiem co jeszcze mogę napisać... chyba tylko tyle, że cieszę się, że wróciłam. Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze zagląda <3.

środa, 6 lipca 2016

Bodyline - s521

Hej!

Po raz kolejny muszę Was przeprosić za długą nieobecność. W poniedziałek mam obronę pracy magisterskiej, która powoduje u mnie niemały stres... myślę, że przez to nie mam weny na notki. Ponadto, szykuję się do przeprowadzki do Wrocławia. Dużo porządków, układania, pakowania i planowania. To wszystko sprawia, że jestem okropnie zestresowana. Dorosłe życie nie jest fajne, nie polecam.

Dzisiaj mam dla Was kolejną bodylajnową recenzję, tym razem pod lupę poszły buty. Są one ze mną od jakiegoś czasu, ale postanowiłam, że zanim je zrecenzuję, troszkę w nich pochodzę. Nie chcę aby powtórzyła się sytuacja, jak z poprzednimi butami, gdzie wszystko było cudownie, wydawały się wygodne, dopóki nie pochodziłam w nich trochę dłużej. 

http://bodyline.jp/en/s521.html

Jak widać, buty mają kilka wersji kolorystycznych, ja zdecydowałam się na złotą. Złote buty już od jakiegoś czasu miały swoje miejsce na mojej wishliście. Od dawna potrzebowałam "awaryjnych" lolicich butków, na wypadek, gdyby któreś mnie obtarły. Na początku myślałam o czarnych, ale jedne już mam i chciałam odmiany. Przemyślałam kilka kwestii, przyjrzałam się swojej loliciej garderobie i stwierdziłam, że złote buty w moim przypadku będą całkiem uniwersalne, idealne na zmianę, w razie jakiegoś "wypadku". Dlatego też wybrałam niskie buty, bez żadnych kokardek. 


Buty przyszły do mnie zapakowane w bodylajnowe pudełko. Słyszałam, że Bodyline czasami nie pakuje butów do pudełek, więc to było miłe zaskoczenie. Na pudełku było kilka wgnieceń, ale buty na pierwszy rzut oka były całe i zdrowe. Za to na drugi rzut oka...


Z jednej strony, przy zapięciu widocznych jest kilka zadrapań. Ciężko ująć to na zdjęciu, ponieważ buty są naprawdę bardzo błyszczące. Na nosku również miały otarcie, które widać tylko z góry i pod pewnym kątem padania światła, więc nie jest jakieś rażące.


Tak butki prezentują się w całej swej okazałości. Pewnie rzucają Wam się w oczy tzw. zapiętki, prawda? Niestety, buty są niezgodne z rozmiarówką i chociaż zamawiałam idealnie na mój rozmiar, okazały się odrobinę za duże, co niestety widać w trakcie noszenia. Również wizualnie sprawiają wrażenie wielkich, ale po założeniu na nogę prezentują się już normalnie.


Buty mają urocze klamerki w kształcie serduszek, umożliwiające nam dopasowanie paska do stopy, które zapinane są na zatrzask. Jest to bardzo wygodne rozwiązanie i zdecydowanie ułatwia ich zakładanie, nie trzeba się męczyć. Niestety, zatrzask trzyma zdecydowanie za mocno i czasem rozpinając je mam wrażenie, że za chwilę go wyrwę.



Buciki ozdobione są serduszkową "falbanką, serduszka są równo wycięte, a wszystko tworzy uroczą całość. Na zdjęciach widoczne są marszczenia powstałe na skutek chodzenia. Troszkę odchodzi z nich złota farba, ale nie jest to jakieś tragiczne i bardzo widoczne, mam nadzieję, że tak pozostanie. Zresztą, kupując te buty byłam świadoma, że tak może się stać.


W środku widoczny jest napis Bodyline razem z adresem strony internetowej, niestety zaczął się ścierać już po pierwszym noszeniu. Bardzo przepraszam za widoczne na zdjęciach czarne plamki, podejrzewam, że to wina moich farbujących skarpetek.

Przejdźmy teraz do tego, co najważniejsze. Jak się je nosi? Mimo tego, że są za duże, są to najwygodniejsze lolicie buty jakie kiedykolwiek miałam. Udało mi się wytrzymać w nich całe dwa dni konwentu, przetrwały ulewę (nie rozkleiły się), przeszłam w nich cały wrocławski ogród zoologiczny i towarzyszyły mi na kilku randkach. Ani razu nie czułam bólu stóp (jak w przypadku tych czarnych lolicich butów), nic mnie nie obtarło i nie uwierało. Nie sądziłam też, że złoty kolor może być tak uniwersalny. Buty spisują się nawet w stylizacjach, w których teoretycznie nie powinny pasować. Są idealne by odciążyć zmasakrowane innymi lolicimi butami stopy. Mogę je polecić z czystym sumieniem!


Przepraszam, jeżeli w tej notce pojawią się jakieś dziwne błędy, ale jak jestem zestresowana to pisze jeszcze gorzej niż zazwyczaj.

Jak już wspominałam, ostatnio nie mam weny na notki, stąd pytanie do Was... O czym chcielibyście poczytać?

czwartek, 16 czerwca 2016

Bodyline - l145

Heloł!

Coraz bliżej końca mojej przygody z pracą magisterską, w końcu gotowa w 100%. Jutro jadę drukować i załatwiać wszystkie papierki, zdjęcia i takie tam. Zbliżają się wakacje, konwenty i błogie lenistwo... a potem praca i brzydkie dorosłe życie. Nie chcę!

Dzisiaj mam dla Was kolejnego bodylajna. Jak już kiedyś wspominałam, Bodyline lubi zaskakiwać, często negatywnie, dlatego warto recenzować. 

Model l145 trafił do mnie przypadkiem. Kupowałam buty (czekają na recenzję) a spódnica była przeceniona, kosztowała mnie około 50 zł. Był to czas kiedy szukałam w miarę ładnego kieca, w którym mogłabym chodzić latem, spocić się w niego (XD), usiąść na trawce i tak dalej... 50 zł to rozsądna cena, prawda? Nie był to kiec, który sprawił, że czekałam z utęsknieniem na listonosza. Zawsze szłam w gothic, classic, czasem w "lekko osłodzony" classic. Nigdy sweet. Zawsze mówiłam sobie, że nigdy nie będę sweetem i koniec, nie kręcił mnie ten podstyl. Do czasu... przyszedł kiec, założyłam go i... poczułam się tak, jak na poniższym GIFie. To był odlot, przed oczami tęcza, w głowie fajerwerki, czułam jak zalewa mnie słodkość. Moje ciało krzyczało: CHCĘ BYĆ SWEET LOLITĄ. Totalna faza!


Naprawdę dobrze poczułam się w tym kiecu i przekonałam do sweeta. Zdecydowanie nie jest to mój ostatni słodki zakup. Przejdźmy teraz do konkretów.

Źródło: bodyline
Tak spódnica prezentuje się na zdjęciach sklepowych. Zdecydowałam się na kolor czarny, ponieważ taki właśnie dominuje w mojej loliciej garderobie, chociaż zastanawiałam się też nad niebieskim. No ale, jest czarny, zdecydowanie łatwiej mi go zestawiać.


Spódnica przyszła do mnie zapakowana w bodylajnowe opakowanie, w przeciwieństwie do tej marynarskiej sukienki. Bardzo lubię, jak sklep dba o takie szczegóły, a po za tym łatwiej jest mi ją przechowywać.


Spódnica ma odpinaną kokardkę z przodu i odpinane wstęgi do tylnej kokardy. Kokardka z przodu mocowana jest za pomocą agrafki, a wstęgi za pomocą guziczków. Zarówno guziki, jak i agrafka są bardzo mocno i solidnie przyszyte. Wadą kokardki jest to, że się przekrzywia na jedną stronę podczas noszenia, myślę, że agrafka powinna być większa. Jeśli chodzi o wstęgi, są za krótkie, albo po prostu jestem za gruba. Nie da się z nich zrobić ładnej kokardy. Rzuca Wam się coś jeszcze  w oczy? Biała i czarna koronka. Dół spódnicy wykończony jest czarną koronką, natomiast dodatki białą. Strasznie mnie to drażni, dlatego ich nie noszę. Poniżej kilka zdjęć ukazujących szczegóły.


Niby wstęgi i kokarda wykończone są ładnie, ale ta biała koronka psuje bardzo efekt. Chociaż te małe kokardki są urocze i naprawdę mi się podobają. W pozostałych kolorach koronka jest wszędzie biała i wygląda to lepiej. Szkoda, że tutaj się nie postarali. Jak wiecie, koronka kiepskiej jakości jest wrogiem numer 1 każdej szanującej się lolity. Jak jest tutaj z jakością? Ani źle, ani dobrze... znośnie. Widać trochę wystających nitek, czasem jest nierówno, ale da się znieść.

Jak już przy szczegółach jesteśmy... Spódnica zapinana jest na zamek i haftkę, która zabezpiecza nas przed niekontrolowanym rozpięciem się kieca. Mamy też shirring, który ładnie dopasowuje się do talii... mamy też kilka wystających nitek, ale da się znieść.



Spódnica nie ma podszewki, a szkoda. Jest wykonana z dość cienkiego, jak na lolicie rzeczy, materiału i miałam obawy, że nierówności halki będą bardzo widoczne. Jeśli już przy halkach jesteśmy, warto wspomnieć, że niestety, ale spódnica nie mieści dwóch halek. Na szczęście zmieściła halczana od Lady Sloth. Przy dwóch halkach wygląda, jakby została siłą naciągnięta na te halki, co mi się bardzo nie podoba. Na poniższym zdjęciu widać, jak cienki jest materiał, print bardzo dobrze widać z drugiej strony.


Przejdźmy do tego, co najważniejsze w tej spódnicy - print. Print przedstawia konie z weneckiej karuzeli. Szczerze? Zdjęcia sklepowe sprawiały wrażenie, że print jest dosyć bogaty i szczegółowy, na żywo troszkę mnie rozczarował. Są gwiazdki, są konie, jest słodko i różowo, ale... w tle za koniami nie ma praktycznie nic. Chyba oczekiwałam czegoś w stylu Angelic Pretty, głupia ja. Może wersje w innych kolorach wyglądają lepiej. Oprócz koni, print jest w czarne i szare pasy, na których mamy jeszcze więcej gwiazdek i złote koraliki (?), a także białe kropki na dole. Całość sprawia bardzo przyjemne wrażenie, chociaż brakuje tego "czegoś". Dużym plusem jest to, że print prawie styka się na szyciu. Zabrakło tego w mojej o wiele droższej kopciuszkowej Infancie. 




Bardzo mi się podoba sposób, w jaki wykończony został dół spódnicy. Całkiem ładna czarna koronka i różowa wstążeczka. Niestety, tutaj też widać sporo wystających nitek. Całość, jest prosta, szwy nie są krzywe i wszystko ładnie się prezentuje. I właśnie dlatego ubolewam, że reszta koronek jest biała.


Podsumowując, nie wiem czy kupiłabym jeszcze raz spódnicę w tym kolorze. Tak bardzo drażni mnie ta koronkowa niespójność i lekka ubogość printu. Jednakże, spódnica jest warta swojej ceny, przyjemnie się ją nosi i mimo wszystko naprawdę ją lubię.

Miałam okazję ją założyć na wczorajszy meet w Miss Cupcake w Katowicach. Spędziłam przyjemne chwile z baaardzo miłym towarzystwem i jadłam pyszną tartę. Co do coordu, ciągle czegoś mi w nim brakuje... nie lubię peruk, więc od razu odpada. Może jakaś kokarda we włosach... Nie mam pojęcia. Na poniższym zdjęciu możecie zobaczyć, jak spódnica prezentuje się z halką (niestety, tylko jedną).

Zdjęcie wykonała Eriko
To już wszystko na dzisiaj. Wracam domykać sprawy związane z magisterką... A w przygotowywaniu recenzji przeszkadzał pomagał mi mój dzielny kot.

piątek, 10 czerwca 2016

Lolita - jak w tym wyjść do ludzi?

Wróciłam do życia!

Hej, dzień dobry i cześć! Tęskniłam! W końcu jestem wolna, wczoraj skończyłam ostatnią część mojej pracy magisterskiej. To był stresujący czas, były nawet łzy. Ale teraz czuję taką dziwną lekkość... jeszcze się obronić i... praca. A co u Was? 

A co u mnie? No magisterka. Byłam na tych Dniach Fantastyki we Wrocławiu zanim kontakt z Wami mi się urwał. No nie do końca urwał, bo wstawiałam zdjęcia na fanpejdż. Przy okazji, musiałam zmienić jego nazwę bo nie dało się mnie oznaczać... zostałam Liskiem Iryskiem. Ale przejdźmy do konkretów.

By Imai Kira
Od razu wspomnę, że tytuł tego posta i nazwy niektórych punktów są żartobliwe, nie mają zamiaru obrażać lolit i żadna lolita nie ucierpiała podczas pisania tej notki (mam nadzieję). 

Mieliśmy ostatnio z ukochanym rocznicę związku, wypadała w długi weekend, więc mieliśmy 4 dni na randkowanie, dla mnie to 4 dni w lolicich coordach, uwielbiam je zakładać na specjalne okazje. W lolita fashion siedzę już od prawie 10 lat, coorduję sobie od bardzo długiego czasu, wcześniej też ubierałam się dziwnie, więc dla mnie wychodzenie do ludzi w "dziwnych" ubraniach nie jest niczym trudnym. Ale od kilku tygodni nachodzi mnie taka refleksja, że nie dla wszystkich może być to łatwe. Co wtedy?

Polska jest krajem, który dopiero uczy się tolerancji i otwartości. I chociaż kocham ten kraj całym sercem to wiem, że idzie nam to powoli i opornie, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach. Lolita jest stylem, który budzi kontrowersje nie tylko samym wyglądem, ale i nazwą... bo z czym przeciętnemu Kowalskiemu kojarzy się lolita? Z lolitkami, galeriankami, prostytutkami i tak dalej... Sama dnia pewnego miałam bardzo przykrą sytuację, gdy starsza pani na przystanku głośno komentowała, że wyglądam jak prostytutka. Nie wiem co tak rozbudziło jej wyobraźnie, białe rajstopy, długa spódnica, czy może zakryte ramiona?

Lolita raczej nie jest stylem codziennym, chociaż znam i takie osoby, a sama lubię się tak ubrać np. na uczelnię. Jednakże będąc lolitą trzeba się w tym stroju gdzieś przemieścić, na konwent, na meet, czy na wiele innych okoliczności. Nie da się ukryć, że będziecie wtedy przykuwać uwagę innych.

Pamiętajcie, że decydując się na lolita fashion, czy jakikolwiek inny styl, który "odstaje od normy", musicie liczyć się z tym, że będziecie zwracać na siebie uwagę i budzić różne, często skrajne emocje. Jeżeli nie jesteście na to gotowi, lepiej odpuścić.

1. Zacznij powoli.
Nie zakładaj od razu wszystkiego co masz w szafie. Aby oswoić się z wychodzeniem w takich ubraniach na ulicę, warto jest zacząć od skromniejszych rzeczy w mniejszej ilości. Wybierz gładką spódnicę, mniej koronkową bluzkę i mniej wzorzyste rajstopy. Nadal będziesz zwracać na siebie uwagę, ale nie aż tak, jak w przypadku pełnego, wzorzystego coordu. Pamiętaj, aby Twoje coordy były zgodne z estetyką i zasadami lolita fashion. Dobrym początkiem są coordy w stylu casual lolita.

2. Zacznij tam, gdzie Cię znają.
Idź w coordzie na spotkanie ze znajomymi, na rodzinne przyjęcie, czy na randkę. Myślę, że będzie Ci łatwiej, gdy będziesz otoczona osobami, które Cię znają i akceptują. Oczywiście warto ich przedtem uprzedzić, że przyjdziesz w takim stroju i zapytać, czy będą czuć się z Tobą komfortowo.

3. Dołącz do innych "dziwadeł".
Wiecie o czym mowa? O konwentach. Jeżeli lubicie konwenty to jest to bardzo dobre miejsce by zacząć z bardziej "szalonymi" coordami. Wśród tych wszystkich cosplayerów i fanów mody alternatywnej będziecie czuć się, jak wśród swoich. Pamiętajcie, że lolita to nie cosplay, tylko moda, dlatego nie traktujcie swoich coordów, jako przebranie na konwent.

4. Słuchawki.
Słuchając ulubionej muzyki można odciąć się od świata zewnętrznego. Nie będziesz wtedy słyszeć komentarzy innych ani zwracać uwagi na ciekawskie spojrzenia.

5. Zdjęcia, ludzie robią zdjęcia!
Niestety, spotkałam się z tym nie raz. Ludzie robią zdjęcia bez pytania, często z czystej ciekawości, ale często dlatego, żeby się pośmiać. Co wtedy? Najlepiej będzie, jak pokażesz ręką, że nie życzysz sobie zdjęć, zwrócisz uwagę w kulturalny sposób,a w ostateczności staniesz tyłem. Jeżeli do takiej osoby nie dotrą Twoje prośby, zacznij robić jej zdjęcia.
I taki mały apel do osób, które chcą nam robić zdjęcia bez pytania. Ludzie, my nie gryziemy. Nie wszystkie z nas lubią zdjęcia, ale naprawdę, kultura wymaga by podejść i zapytać, czy można. Chętnie odpowiemy też na Wasze pytania związane z lolita fashion.

Źródło: http://lolipaparazzi.tumblr.com
6. Co z agresją?
Po za tą dziwną sytuacją ze starszą panią, nie miałam żadnych innych. Ale nie mówię, że takie rzeczy się nie zdarzają. Ludzie mogą Was wyśmiewać, a nawet obrażać. Co wtedy? Najlepiej jest nie reagować, ignorowanie boli najbardziej, a przy okazji nie sprowokujemy tej osoby do dalszych działań. Jeżeli taka osoba nie chce się odczepić i czujecie się zagrożone, wycofajcie się do miejsca, gdzie są ludzie i czujecie się bezpiecznie. Jeżeli to też nie przynosi skutku, zwróćcie się do kogoś o pomoc. Największą szansę na reakcję dalej zwrócenie się do jednej, konkretnej osoby, wołanie w tłum zazwyczaj nic nie daje.
Pamiętajcie, że bez względu na to kim jesteście, jak wyglądacie i co macie na sobie, nikt nie ma prawa Was obrażać, poniżać i krzywdzić!

7. Szanuj innych.
Lolita jest w Polsce nowością i chociaż coraz więcej dziewczyn interesuje się tym stylem, nadal jest nas mało. Dlatego pamiętajcie, że będąc lolitą w Polsce reprezentujecie wszystkie polskie lolity i to na Waszej podstawie ludzie wyrabiają sobie stereotyp o nas. Zachowuj się miło i kulturalnie, tak żeby ludzie nie odbierali nas negatywnie. 

Na dzisiaj to już wszystko. Szykuję dla Was wysyp różnorakich recenzji, mam nadzieję, że nie będziecie się nudzić. Powoli zacznę też nadrabiać blogowe zaległości, proszę o cierpliwość!

Do zobaczenia w następnej notce!

niedziela, 8 maja 2016

[It's skin] Todak Todak.

Heloł!

Wrocławskie Dni Fantastyki nadchodzą. Kto się wybiera? Szykuję nowe wcielenie mojej Ariel. Tak, tak, znowu Ariel... Strasznie lubię tą postać, więc zakupiłam po taniości jej sukienkę i czeka mnie jej przerobienie. Wiem, że niektórzy cosplayerzy by mnie zlinczowali za kupowanie stroju, ale mój skill w szyciu nie jest jeszcze wystarczający. W każdym razie pięknie ją przerobię, chociaż nie zdążę z wszystkimi przeróbkami do DFów. 

Ostatnio nie mam weny na lolicie notki, ani na żadne inne, stąd szykujcie się na wysyp recenzji. Muszę znowu zregenerować siły, ale praca magisterska mi nie pozwala.

Dzisiaj recenzja maseczek od It's skin. Dostałam je na urodziny w listopadzie, ale nie lubię otwierać nowych kosmetyków, jeśli nie zużyłam jeszcze starych, więc sobie tak leżały. Maseczki zamówione zostały na Azjatyckim Zakątku. Jeszcze raz napiszę, że sklep jest mega. Szybka realizacja zamówienia, przesyłka doszła bez problemu, a każdy produkt był zabezpieczony, do tego mnóstwo próbek. Bardzo polecam Zakątek!


Maseczki dostałam dwie, ale nie jest to produkt, o którym można pisać eseje, więc zrecenzuję je w jednej notce. Zadaniem niebieskiej maseczki jest nawilżenie, a fioletowej odżywienie i nadanie witalności.
Obie maseczki zapakowane są w urocze okrągłe pudełeczka z odrywanym wieczkiem. Wieczko po oderwaniu można spokojnie ponownie położyć na opakowanie i w ten sposób chronić naszą maseczkę przed wyschnięciem. Jest to duży plus, bo produktu jest tyle, że nie da się go zużyć na raz. Jedno opakowanie starczyło mi na ponad 5 razy.


Niebieska maseczka, zwana Todak Todak Pack Moisture, to maseczka typu "wash off", czyli taka, którą się zmywa. Zawiera ona ekstrakty z roślin morskich, ma oczyszczać skórę, a jednocześnie nawilżać i rozgrzewać.

Maseczka ma bardzo przyjemny, owocowy zapach. Kojarzy mi się z kiwi, ale to pewnie przez jej wygląd. Jak widać, jest zielona i zawiera w sobie malutkie, czarne drobinki. W konsystencji przypomina miód, jest gęsta i lepka. Po nałożeniu zapach utrzymuje się bardzo długo, więc jest przyjemnie.
I to na tyle... po zmyciu moja twarz była tylko troszkę mniej sucha i ściągnięta. Czy była oczyszczona? Może trochę, inne koreańskie kosmetyki w mojej kolekcji radzą sobie z oczyszczaniem o wiele lepiej.


Przejdźmy do fioletowej maseczki, zwanej Todak Todak Pack Vitality. Maseczka zawiera winogrona i jagody, bogate w witaminy. Jest to maseczka typu "overnight", czyli taka, którą nakłada się na noc. Rano nasza skóra powinna być pełna życia, świeża i promienna.


Maseczka jest kremowa o lekko fioletowym kolorze. Zapach to jest coś, co absolutnie mnie urzekło i sprawiło, że na pewno jeszcze wrócę do tego produktu. Pachnie, jak winogronowy sok, który uwielbiam. Zapach utrzymuje się bardzo długo, więc bardzo przyjemnie się w niej zasypia. Po zaschnięciu tworzy na twarzy gładką powłokę. Rano twarz jest rzeczywiście świeża i promienna. Fioletowa maseczka spisuje się zdecydowanie lepiej, niż niebieska.

Krótka recenzja, ale mam nadzieję, że treściwa. Ja wracam do przeistaczania się w magistra, do szykowania nowej sukni Ariel i planowania postów dla Was. 
Do zobaczenia w kolejnym poście lub/i na Dniach Fantastyki!